Jak nam się tańczyć zachciało

Największy obciach to pojawić się jako pierwszy w klubie, zatem ogłaszam, że pierwsza była Maria, która przyleciała odwiedzić mnie na Wyspie Zielonego Przylądka, a ja byłem drugi, co nie jest już absolutnie żadnym powodem do wstydu. Jedynym plusem naszego wczesnego przybycia (sporo po północy) był widok nadmuchiwania wielkiej brązowej butelki piwa Strela, którą Panowie Ochroniarze starali się postawić do pionu. Uśmiech i rumieniec.

Ale zanim pojawiliśmy się w klubie Cockpit (jest obok starego lotniska, więc nazwa jak najbardziej na miejscu) objechaliśmy pół stolicy, szukając jakiegokolwiek śladu biforka. Nic. W całej Prai ciemno i cicho. Czy wszyscy idą spać przed imprezą zaraz po zachodzie słońca, nastawiają budziki, wstają w środku nocy, przywdziewają kuse stroje i dopiero przybywają, aby bawić się do rana? Nie raz widziałem grupy powracające z zabawy o siódmej rano, kiedy jechałem z psami nad ocean, zanim pojawią się tam inni plażowicze, którzy są zazwyczaj przekonani, że moje psy nie mają nic innego do roboty, tylko pożreć ich żywcem. Czy ci post-imprezowicze wiedzą, jak wygląda się po zabawie, gdy pierwsze promienie słońca przemieniają każdego w postrach nadchodzącego dnia? Osobiście uważam, że kluby powinno opuszczać się najpóźniej kwadrans po czwartej rano. Aby mieć jeszcze tę godzinę zanim czar nocy pryśnie i zrobić z niej należyty użytek.
W każdym razie zamówiliśmy z Marią po drinku i czekaliśmy, aż pojawią się następni goście. I zgadnijcie, kto się pojawił! Whitney Houston! Sporo musiała stracić ciała po śmierci, ale jak ktoś kiedyś powiedział „Kilka miesięcy po pogrzebie każda kobieta ma wreszcie swoją wymarzoną figurę”. Whitney przywdziała czarne spodnium, które jeszcze bardziej podkreślało jej przerażającą chudość. Nie wiem, czy zapomniała już, jak chodzi się w szpilkach, ale trudno było jej utrzymać poziom. Dlatego chyba rzuciła się w upiorne tany, trochę jak z „Thillera”, a trochę od czasu do czasu przykucając. Jej popisowym numerem był przykuc z jednoczesnym wylaniem połowy drinka. A kiedy nagle zaczęła iść w naszym kierunku, uciekliśmy z krzykiem. Jak dzieci.
Dla przeciwwagi na salę wkroczył tęgawy pan z dwiema paniami. Panie miały pupy, przy których ta z tyłu Kim Kardashian wygląda najwyżej jak pupie dziecko. Ocierały się nimi o wszystko, a najbardziej o tego tęgiego pana, któremu to wszystko NAJWYRAŹNIEJ bardzo odpowiadało. Około drugiej w nocy wreszcie zaczęło się robić bardziej tłoczno. Dwóch kolesi tańczyło tak, że gdybym był reżyserem teledysków, natychmiast bym ich zatrudnił. Dlatego nawet nie ruszyłem nogą, onieśmielony, tylko stałem przy ścianie i obserwowałem. Poza tym nic szczególnego, jak w każdym innym klubie na całym świecie: ta sama nuda. W końcu spojrzałem na Marię i ujrzałem w jej oczach wyraźny i wyczekiwany przekaz: chodźmy do domu. No to poszliśmy.
Trwa ładowanie komentarzy...