O autorze
Nie będzie już żadnych najnowszych trendów. Ja je już wszystkie dawno wymyśliłem. Poza tym pisałem, kreowałem, otwierałem, łamałem serca i dostawałem nagrody. Kocham samochody i jak nikt inny potrafię pokazać pozostałym kierowcom co o nich myślę jednym maleńkim grymasem ust. Posiadam rzadką umiejętność - umiem śmiać się z samego siebie. Łatwo też się wzruszam, ale o tym nie wszyscy wiedzą. Lubię rozmawiać z nieznajomymi i jestem życzliwy, dlatego niektórzy nie wierzą mi, że jestem z Polski. A wychowałem się w centrum Warszawy i wciąż uważam, że to lepiej niż na przykład na Podlasiu, bo idąc do szkoły mijałem Muzeum Narodowe, a nie krowę. Teraz mieszkam w zachodniej Afryce i staram się być przykładnym partnerem. Na srebrnych tacach układam w piramidy ferrero rocher.

Powie tylko jedno słowo

Bardzo lubię panów, którzy wszystko sprowadzają do jednego słowa. Zamiast męczyć się nad złożeniem w całość zdania, nie daj Boże jeszcze dodatkowo złożonego, podchodzą do kiosku warcząc "Przegląd!" (a nie na przykład "Czy byłaby Pani uprzejma podać mi najnowszy numer Przeglądu Sportowego?"), a kiedy zgubią się w nowym miejscu, nie w głowie im przepraszanie bardzo i pytanie którędy dojść, rzucają tylko "Dworzec!".

Ostatnio w pewien deszczowy dzień udałem się do Kazimierza nad Wisłą, a tam, zgłodniały, odwiedziłem Zieloną Tawernę, która jak zawsze dobrze karmi i koi.
Tuż przy stoliku obok usiadł pan jednosłowowy, a bardzo światowy: miał ze sobą kolegę z poobijaną twarzą i angielskim językiem. Myślę, że sprowadzają razem fury na przekładki.
- Kotlet schabowy. Jak wygląda? - zadał pytanie Pani Kelnerce, dając znak, że on nie pierwszy raz w restauracji i byle czego nie zje.
- Jest niebieski, w kształcie stożka, a na czubku ma taką małą pomarańczową kuleczkę - odpowiedziałem znad talerza.



W tym samym momencie, cała zmoczona, przyszła mama z około dwuletnim bachorem z warkoczykami i wyobraźcie sobie, że to bachor miał zdecydować, gdzie usiądą. Oczywiście tuż za nami. Dzięki temu mogłem usłyszeć, jak bachor nie zgadza się na żadną propozycję z menu, bo ona chce pizzę. Mama, zamiast przekonać potomstwo, żeby zjadła pyszną zupkę pomidorową, albo kurczaczka, założyła ociekający jeszcze wodą skafander i wyszła w lejący deszcz szukać pizzerii. Mogę tylko pogratulować przyszłemu mężowi owego bachora. Może jemu też odechce się mówić.
Trwa ładowanie komentarzy...