O autorze
Nie będzie już żadnych najnowszych trendów. Ja je już wszystkie dawno wymyśliłem. Poza tym pisałem, kreowałem, otwierałem, łamałem serca i dostawałem nagrody. Kocham samochody i jak nikt inny potrafię pokazać pozostałym kierowcom co o nich myślę jednym maleńkim grymasem ust. Posiadam rzadką umiejętność - umiem śmiać się z samego siebie. Łatwo też się wzruszam, ale o tym nie wszyscy wiedzą. Lubię rozmawiać z nieznajomymi i jestem życzliwy, dlatego niektórzy nie wierzą mi, że jestem z Polski. A wychowałem się w centrum Warszawy i wciąż uważam, że to lepiej niż na przykład na Podlasiu, bo idąc do szkoły mijałem Muzeum Narodowe, a nie krowę. Teraz mieszkam w zachodniej Afryce i staram się być przykładnym partnerem. Na srebrnych tacach układam w piramidy ferrero rocher.

Kto dziś przyjdzie na kolację?

Nasi sąsiedzi mają Pana Który Pilnuje Domu A Czasem Również Czyści Bramę Oraz Chodnik. Na imię mu Różelio. Poza tym sąsiedzi mają również Audi A5, a skoro na Wyspach Zielonego Przylądka wszystkie samochody są dwa razy droższe, to tak jakby w Polsce jeździli A10, gdyby tylko Audi zdecydowało się wypuścić taki model. Skąd stać ich na taką brykę? Oszczędzają na wynagrodzeniu dla PKPDACRCBOC Różelio.

Okazało się, że za cały miesiąc pracy, płacą mu 10000 Escudos. Dla porównania - dzisiaj kupiłem: osiem udek kurczaczych, pół kilo wołowiny, kilogram wieprzowiny (koniny nie było), makaron spaghetti, siateczkę ziemniaków i kilka pomidorów, płacąc za wszystko 3711 Escudos.
Sąsiedzi nie płacą również ubezpieczenia zdrowotnego - po prostu Różelio pracuje na czarno, jakkolwiek źle by to w Afryce brzmiało.
Bardzo lubię rozmawiać z Różelio. Kilka dni temu powiedział mi, że choruje na cukrzycę i pokazał mi receptę, którą otrzymał od lekarza. Niestety, aby wykupić leki, musiał czekać do końca miesiąca po wypłatę, a ich cena wynosiła 30% miesięcznego wynagrodzenia.
Jako że mam dobre serce postanowiłem wykupić te leki dla Różelio i tak też zrobiłem. Jestem przekonany, że postąpilibyście na moim miejscu identycznie.



A wczoraj wieczorem spotkałem się z Polonią mieszkającą na Wyspach, a mianowicie Magdą i Ewą. Jaka to przyjemność porozmawiać wreszcie w ojczystym języku. Zanim wyszedłem, przygotowałem kolację dla mojego Boba, między innymi kupiłem mu świeże bułeczki.
Kiedy wróciłem, zapytałem czy zjadł kolację i czy bułeczki mu smakowały. Okazało się, że nawet ich nie spróbował, ponieważ kiedy bawiłem się w polskim towarzystwie, do drzwi zadzwonił Różelio ze swoją córką i oznajmił, że są głodni.
Bob oczywiście czym prędzej przygotował dla nich kanapeczki, usmażył jajka, przygotował sok w plastikowych kubeczkach. Dam uciąć sobie głowę, że nie zapomniał o serwetkach. On ma obsesję na punkcie serwetek.
Kiedy wręczał zapakowany prowiant, Różelio zapytał wskazując na nasz stolik na frontowym tarasie, czy mogą sobie tutaj usiąść i zjeść. Bob oczywiście się zgodził, bo jak tu odmówić?

A dzisiaj jest już po siódmej wieczorem, a ja boję się, czy wystarczy mi zapasów, kiedy cała afrykańska rodzina zjawi się u nas na kolacji. Bo palec nie wystarcza bez względu na to, na jakim kontynencie się mieszka.
Trwa ładowanie komentarzy...